Po długiej przerwie w blogowaniu zamierzam w końcu odrobić zaległości. Ślub Anastazji i Mariusza był ślubem dosyć spontanicznym, przynajmniej dla mnie. Nastia zadzwoniła do mnie w niedzielę a we wtorek już było wesele. Cóż, jak widać spontaniczność też wychodzi dobrze. Podziwiam tylko zdolności organizacyjne młodych bo sala była pełna a goście międzynarodowi. Chciałem podziękować tej parze za wytrwałość, cierpliwość i to że nie kryli uczuć, bawiliśmy się fotografując.


Atmosfera w kościele była niesamowita. Nastia i Mariusz weseli, uśmiechnięci i rozbawieni, w tle niesamowity zespół, który wprowadził w zwykłą mszę bardzo dużo dobrego i szybkiego rytmu oraz pozytywnej energii.

























