Hehe… Przed chwilą znalazłem to na blogu David’a duChemin. Niestety prawda jest taka, że niektórzy nawet się nad tym nie zastanawiają, dopiero kiedy obejrzą porządny album u koleżanki wiedzą czego żałują. W naszej polskiej naturze chyba siedzi coś takiego co kusi nas, żeby niektóre usługi zrobić sobie samemu jeśli choć trochę potrafimy, zamiast zdać się na profesjonalistów. Nasuwa się jednak pytanie czy Was na to stać? Czy warto wydać kasę na pierwszego lepszego, albo zaufać wujkowi z lustrzanką? Jedyne co później zostaje to płytka ze zwykłymi fotkami, której nikomu się nie chce później odtwarzać, bo po prostu nie ma po co, każde zdjęcie takie samo, połowa prześwietlona, nieostra albo bezsensownie skadrowana. Z doświadczenia wiem, że większość z tych par i tak nigdy nie wywołuje tych zdjęć, przypomną sobie o tym za kilkanaście, bądź kilkadziesiąt lat kiedy poczują potrzebę wspominania, niestety wtedy okaże się, że płytka nie była sprawdzana i kopiowania, więc się utleniła. Ci natomiast, którzy zdecydują się na wywołanie zdjęć bądź wykonanie fotoksiążki, w gruncie rzeczy i tak zapłacą tyle samo…



















Dodaj komentarz